Wywiad z Markiem Susdorfem

Tym, czego dotychczas nigdy nie było na PopKultura.info są wywiady, dlatego najwyższa pora to zmienić!

Na początek zachęcamy Was do przeczytania pierwszego, dziewiczego i jeszcze świeżego wywiadu z Markiem Susdorfem, autorem książki „Dziennik znaleziony w piekarniku”.

1. Co sprawiło, że postanowiłeś pisać?

Brak książek, które zawierałyby optymalną dla mnie ilość konkretnych informacji i refleksji. I sytuacja na rynku, serwującym nadmiar książek przaśnych, drobnomieszczańskich. Piszę z kilku powodów. Jednym z nich jest niedobór odpowiednich tekstów dla mnie jako czytelnika. Jestem – jako czytelnik – nieusatysfakcjonowany poziomem dzisiejszej literatury. Robię wszystko, żeby to zmienić.

2. Jak oceniasz nastawienie polskich wydawnictw względem początkujących pisarzy?

Nie wiem, nie mam zbyt wielkiego doświadczenia w tej sferze. Wydałem dopiero pierwszą książkę. Ale sądzę, że to bardzo złożone zjawisko, a wszystko opiera się na podejściu do produktu i odpowiednim jego wypromowaniu. Żyjemy w kapitalizmie: książka jest produktem, tak jak mąka, parasol lub spodnie. Już dawno została wyprana z wszelkich domieszek artystycznych wartości. Dlatego mamy tak dużo marnych tekstów, prawdziwy zasyp książkowych miernot, traktujących o niczym. Taplamy się w książkowym błocie. Dla wydawnictwa ważne jest, czy książka się sprzeda. Co jakiś czas warto zatem wrzucić na rynek tak zwanego „interesującego” i „obiecującego” debiutanta, bo to przyciąga krytykę, która jest reklamą, i czytelników, czyli klientów. Ale umówmy się, łatwiej jest sprzedać produkt znany i szeroko polecany. A produkt debiutanta zawsze będzie taki w mniejszym stopniu. Lepiej bazować na sprawdzonej marce, czyli znanych i kupowanych nazwiskach.

3. Czy jesteś zadowolony ze swojej książki „Dziennik znaleziony w piekarniku”?

Tak, bardzo. Właściwie nic bym w niej nie zmienił i cieszę się z tego stanu literackiego usatysfakcjonowania. Bardzo przyjemnie mi się ją czytało! Podoba mi się to, że ostatecznie nie zrezygnowałem z tej egzaltacji, w której język „Dziennika…” się tapla. Ta książka nie mogłaby być inna. Części recenzentom/czytelnikom ta bezkompromisowość się nie podoba. Ale ja cieszę się, że „Dziennik…” jest w pretensjonalny sposób prawdziwy. Jest w tej książce wszystko, co chciałem wiedzieć i poczuć. Po tej lekturze na długie miesiące moje literackie łaknienia zostały zaspokojone.

Kliknij w okładkę, aby przeczytać recenzję.

4. Co przyczyniło się do jej powstania?

„Dziennik znaleziony w piekarniku” został napisany z kilku powodów. Głównym jest oczywiście sytuacja kobiety – matki w kraju o nazwie Polska, pośród systemu o nazwie patriarchat. Bardzo chciałem, żeby ta książka była małym podręcznikiem zawierającym różne myśli feministyczne, żeby istniał taki zbeletryzowany tekst, w którym zebrała się pewna suma myśli na temat kondycji kobiety, w szczególności kobiety – matki. I to z pewnością się udało. Dlatego też ten tekst może oburzać i irytować. Tutaj każde zdanie bucha krytyką, właściwie krytyką wszystkiego. To pankrytyka!

5. Jakimi twórcami się inspirujesz?

Kiedy piszę, otaczam się książkami, które w jakiś sposób będą mi przydatne podczas tworzenia konkretnego tekstu. Korzystam z nich na przykład do poczucia atmosfery, którą chcę stworzyć, albo do poszerzenia wiedzy na temat danego okresu historycznego bądź pewnych filozoficznych myśli. W przypadku „Dziennika znalezionego w piekarniku” były to oczywiście różnego rodzaju książki feministyczne, od kanonu akademickiego (m.in. Simone de Beauvoir, Elisabeth Badinter, Julia Kristeva) po powieści (Margaret Atwood, Elfride Jelinek, Virginia Woolf, Zofia Nałkowska, Izabela Filipiak i wiele, wiele innych).

6. O czym będzie Twoja następna książka?

Cała moja trylogia „Trzy śmiertelne historie” traktuje o śmierci i życiu, aspektach najbardziej rudymentarnych. Mówi o tym, że jest śmierć i jest życie. Ponadto podtrzymuje, że istnieje coś takiego jak śmierć życia i życie śmierci. Jak również śmierć za życia; ale równocześnie kasuje życie po śmierci. Pierwsza część, czyli „Dziennik znaleziony w piekarniku”, jest książką – paradoksalnie – o życiu. O ukochaniu życia, na które nie ma się pozwolenia. Druga będzie mówiła o stanie życiośmierci bądź śmierciożycia, stanie przynoszącym poznanie i zrozumienie. Wiedzę. Nie chciałbym zdradzać szczegółów, dopóki książka nie trafi do wydawcy.

7. Czym zajmujesz się na co dzień?

Na co dzień staram się mieć uszy, oczy i umysł szeroko otwarte.

8. Twój ulubiony film?

Oglądam dużo filmów. Ostatnio zachwycił mnie „Czyż nie dobija się koni?”, który obejrzałem ponownie po kilkunastu latach. Rewelacyjny! Absolutnie polecam!

Dziękuję za rozmowę i życzę połamania klawiatury.

Rozmawiał Aleksander Bielecki