Jew Hunter – Paweł Bęś

Jew-Hunter

Wydana przez Warszawską Firmę Wydawniczą książka „Jew Hunter” Pawła Bęsia trafiła niedawno na rynek anglojęzyczny.

Za anglojęzyczne wydanie odpowiada Pegasus Elliot Mackenzie Publishers Ltd. „Jew Hunter” to książka, która łączy w sobie powieść historyczną, kryminał i sagę rodzinną. Jest tu miłość i nienawiść, a miejsce akcji wykracza poza granice Europy. Przedstawione w książce historie wpisują się w ramy narracyjne, które można uznać za rodzinną sagę.

Fragment książki Jew Hunter

Z każdym uciekającym spod kół pociągu kilometrem coraz bardziej opadało napięcie. Spoglądał wciąż badawczo na siedzącą naprzeciw niego Rachel i uśmiechem maskował swój niepokój. Wiedział, że jeśli on będzie spokojny, ona również poczuje się lepiej. Że powinien dać jej złudzenie bezpieczeństwa. Rachel nie miała pojęcia, do czego tak naprawdę zdolny jest Jakub ani jej ojciec albo też zapomniała o zagrożeniu z ich strony. Patrzyła na roześmianą twarz swojego ukochanego i myślała tylko o nim. Żyła już tylko tą przygodą, która ich czekała w dalekim świecie. Anglia, Francja, a później może i ten wspaniały kraj za oceanem, o którym tak głośno było ostatnio. Nagle poczuła na sobie nieprzyjemny ciężar, który przyciskał ją do okna. Nie było najmniejszych szans na reakcję. Jakub już znajdował się tuż obok, w tym samym przedziale, na tej samej kanapie wagonu restauracyjnego. Wgapiała się z zapartym tchem w Sabriego, który zastygł z otwartymi ustami i widelcem z soczystym kawałkiem skąpanej w złocistobrązowym sosie golonki w połowie drogi. Kropla sosu spadła na śnieżnobiały obrus, gdy Jakub zabierał ze stołu serwetkę, by skryć pod nią coś, co skierował w stronę Sabriego. Chłopak nie potrzebował pytać, co skrywa rażąca biel serwety – fragment gwintowanej lufy nieśmiało spod niej wyglądający był odpowiedzią na wszystkie pytania. W tym czasie barczysty mężczyzna, który towarzyszył Jakubowi, zajął miejsce obok Sabriego i bez zastanowienia chwycił go pod ramię, wytrącając mu widelec. W okolicy żeber chłopaka pojawił się sześciostrzałowy dowód na to, że nie ma dla niego żadnej szansy. Jakub lustrował otoczenie, upewniając się, że nikt nadto się nimi nie interesuje. W końcu, pewny, że nie zwrócili na siebie uwagi, spojrzał pełen pretensji na Rachel.

– Ufałem ci, dziecino – powiedział. – Teraz nie tylko ja, ale również twój ojciec straci do ciebie zaufanie.

Sabri nie mógł nic zrobić. Siedział nieruchomo, próbując znaleźć sposób, na ratowanie własnej skóry.

– Spójrz na mnie śmieciu! – Jakub stracił jakby zainteresowanie swoją podopieczną i zajął się śniadym młodzieńcem. – Gdzie masz mojego gnata?

Sabri drgnął lekko, jak gdyby chciał sięgnąć po zabrany Jakubowi pistolet, ale wtedy siedzący tuż obok napastnik, przywołał go do porządku, przypominając o broni pod jego żebrem. Wsuwał rękę pod marynarkę Sabriego i sam odzyskał zgubę Jakuba. Następnie z godną podziwu wprawą podał broń właścicielowi pod stołem. Wkrótce znalazła swoje miejsce za paskiem spodni.

– Słuchaj – ciągnął eksobrońca Rachel – powoli wstaniesz i jak gdyby nigdy nic ruszysz z nami do wyjścia.

Sabri nie odpowiadał. Skupił całą swoją uwagę na apatycznej twarzy Jakuba.

– Kiedy pociąg stanie, wyjdziesz z nami… Zrozumiano!? – powtórzył tamten głośniej.

Lekkie skinienie głowy było odpowiedzią. Gwizd z lokomotywy uprzytomnił ścigającym, że czas na nich.

– Jazda! – warknął Jakub i trzymając cały czas dłoń na rękojeści pistoletu, drugą zmusił Rachel do wstania.

Sabri, w podobny sposób zmotywowany do drogi przed drugiego draba, kroczył niepewnie. Co krok uwalniał się na chwilę od kłującej lufy rewolweru, która wciąż jednak wracała na swoje miejsce, tuż w okolicy jego prawej nerki. Wagon restauracyjny stawał się coraz krótszy, a wyjście coraz bliższe. Sabri wiedział, że jak tylko opuszczą pociąg, czeka go śmierć. Jedynym sposobem na zatrzymanie składu, a tym samym jedyną szansą na odwrócenie biegu wydarzeń, było zaciągniecie hamulca bezpieczeństwa znajdującego się w korytarzu łączącym wagony. Dzieliło ich od niego jakieś siedem metrów, może nieco więcej. Stambulski bojownik umiał przeprowadzać takie nagłe akcje. Krew już gotowała mu się w żyłach, puls przyspieszał, a serce uderzało mocniej i mocniej.

© Paweł Bęś 2013

Lubisz czytać? Najlepsza strona z ebookami w sieci czeka na Ciebie! Wszystkie najciekawsze nowości wydawnicze w jednym miejscu.